OWCA Z WIDOKIEM — miejsce otwarte na twórcze formy ekspresji

CHŁOPCZYK DWA SERCA

Ale pewnego dnia stało się coś dziwnego. Chłopczyk wstał rano i przypomniał sobie, że śniły mu się krzyki, śnił mu się płacz i śniło mu się coś, czego nie potrafił zrozumieć. Chłopczyk spojrzał przez okno i poczuł, że jego oba serca zadrżały. Za oknem słońce nie świeciło tak, jak wczoraj, niebo było szare, a ptaki gdzieś się schowały. Chłopczyk wyszedł z łóżka i poszedł do kuchni, ale i tu nikogo nie było. Kuchnia wydawała się bardziej pusta niż wczoraj.

– Dzień dobry – odezwał się do chłopczyka dębowy stół i zaprosił go do siebie. Chłopczyk usiadł przy stole, a stół, choć nie był stary, to powiedział coś bardzo mądrego, bo jego mądrość chyba pochodziła od dębu:

– Twoja mama i tata nie będą już razem siedzieć przy stole.

– To gdzie będą siedzieć? – zapytał chłopczyk.

– Twoja mama i tata nie będą się już razem całować. Ani przytulać. Ani nawet razem spać. Oni nawet nie będą mieszkać razem.

Serca chłopczyka zaczęły bić jak oszalałe. I po raz pierwszy w życiu każde inaczej od drugiego. Każde jakby chciało coś krzyczeć, coś, czego chłopczyk nie mógłby zrozumieć. Chłopczyk odwrócił się i zobaczył mamę, która właśnie wyszła z łazienki i stała i patrzyła na niego. Chłopczyk rozejrzał się i nie zobaczył taty. Chłopczyk poczuł ogromny ból w sercach, które rozszalały się na całego. I wtedy chłopczyk zerwał się od stołu, wybiegł z mieszkania, przebiegł przez ulicę, przez las, przez miasto, przez pole i w końcu zatrzymał się nad rzeką. Zatrzymał się, bo pomyślał, że tu powinno być mu lepiej, że tu serca się uspokoją, zaczną bić tak, jak kiedyś. Ale serca wciąż szalały, skakały, biły jak szalone, nie przystawały, nie odpoczywały. Wtedy chłopczyk powiedział, że jak się nie uspokoją, to on nie wytrzyma i zrobi z tym porządek. Serca niestety nie posłuchały chłopczyka, bo serca w ogóle rzadko kiedy kogoś słuchają. Wtedy chłopczyk nie wytrzymał i zrobił z tym porządek – włożył rękę do piersi i wyjął stamtąd najpierw jedno, a potem drugie serce. Serca wciąż biły jak szalone, jakby się normalnie wściekły, jakby w ogóle nie zwracały uwagi na chłopczyka, jakby się nie interesowały tym, co zaraz się stanie, jakby im było wszystko jedno, jakby tylko one były najważniejsze.

I wtedy chłopczyk wrzucił oba serca do wody. A w wodzie od razu pożarł je ogromny szczupak. A potem chłopczyk upadł i zrobiło mu się ciemno przed oczami i chyba zasnął, a może nawet umarł.

Ale na szczęście chłopczyk w końcu się obudził. Był w wielkiej białej sali, w wielkim białym szpitalu. Jego buzia była blada i wyglądał na bardzo chorego. Nad nim stała mama i stał tata. Oboje patrzyli na chłopczyka, oboje głaskali go po buzi, oboje całowali i oboje płakali. A potem mama włożyła sobie rękę do piersi i wyciągnęła stamtąd połowę swojego serca. A potem tata wyciągnął ze swojej piersi połowę swojego serca. I z tych dwóch połówek zrobili jedno piękne serce i delikatnie włożyli chłopczykowi do jego piersi.

Chłopczyk poczuł się nagle dużo lepiej. Uśmiechnął się, jego twarz stała się różowa i nawet jakby zupełnie wyzdrowiał. Ale kiedy pomyślał, że mama i tata mogliby się pocałować, zobaczył że mama i tata nie chcą się już całować. Nie chcą się także przytulać, nie chcą nawet spać z nim w jednym łóżku.

Chłopczyk pomyślał, że tego nie rozumie i poczuł ból w swoim pojedynczym sercu. A wtedy usłyszał czyjś głos:

– Dzień dobry, chłopczyku – powiedział głos i chłopczyk zrozumiał, że to mówi ten ból z jego serca. I ból powiedział, że się nim zaopiekuje. Że będzie z nim na dobre i na złe. Że będzie w każdym momencie.

– Możesz na mnie liczyć! Będę twoim najlepszym przyjacielem! Już zawsze – powiedział ból i bolał ile sił w bólu. A chłopczyk uśmiechnął się smutno do rodziców, którzy przytulali go osobno, kochali osobno i zupełnie osobno także byli smutni.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *