OWCA Z WIDOKIEM — miejsce otwarte na twórcze formy ekspresji

TEO I KRYS

Opowiem wam historię o Teo i Krysie i placu zabaw, na który Teo uwielbiał chodzić i na którym uwielbiał się bawić, a najmniej uwielbiał z niego wracać. Historia ta zaczyna się tak:

Zupełnie niedawno temu, za jednym zakrętem drogi i jednym „z górki na pazurki”, zaraz za małym wiejskim sklepem był duży plac zabaw. To był ulubiony plac zabaw Teo, na który Teo chciał iść od razu, jak mu się tylko zachciało. A jeśli już mu się zachciało, to zaraz musiał przekonać do pójścia rodziców. Robił to na przykład w taki sposób:

– Idziemy na plac zabaw? – pytał Teo, bo tak pięknie było na dworze, że mu się zachciało.

– Oczywiście, synku. Ubieramy się i idziemy – mówiła mama, której także się zachciało iść.

– Ja nie wiem, czy mogę pójść. Mam trochę pracy – zastanawiał się tata Teo, któremu chyba się nie zachciało.

– Skończysz później – mówił Teo. – No chodź już. Zachce ci się.

I tacie Teo nagle i niespodziewanie się zachciało, ale często zachciało mu się także zabrać ze sobą telefon i laptop. Tak na wszelki wypadek zachciało. Ale wtedy Teo mówił prosto i bez ogródek:

– Zostaw to w domu. Nie będą ci potrzebne.

 I tata Teo zostawiał w domu telefon i laptop, a na placu zabaw okazywało się, że rzeczywiście, nie są mu potrzebne. Nie były mu potrzebne, bo na przykład cały czas patrzył jak Teo zjeżdża z kręconej zjeżdżalni, albo na przykład bawił się z Teo i mamą Teo w „kto pierwszy do toru wyścigowego”, albo na przykład pomagał Teo chodzić po wiszących i bardzo rozkołysanych drewnianych szczebelkach. A potem tata Teo odpoczywał na karuzeli razem z mamą, bo Teo bawił się w piaskownicy.

I tego dnia do Teo siedzącego w piaskownicy podszedł nieznajomy chłopczyk i powiedział… a raczej coś mruknął. Teo popatrzył na chłopca, a chłopiec przyglądając się Teo kaszlnął. A potem jeszcze cicho gwizdnął, mlasnął, chrząknął dwa razy, a na koniec sapnął.

– Co robisz? – zapytał Teo.

– Słyszałeś jak mruknąłem? – zapytał chłopiec.

– Słyszałem – odpowiedział Teo.

– A słyszałeś jak kaszlnąłem? Jak gwizdnąłem? Mlasnąłem? Chrząknąłem dwa razy i na końcu sapnąłem?

– Słyszałem.

Wtedy chłopiec ucieszył się, powiedział, że nazywa się Krystian, ale wszyscy mówią na niego Krys, a Teo powiedział, że nazywa się Teodor, ale wszyscy mówią do niego Teo. I wtedy chłopiec powiedział, zupełnie cicho, ale Teo wszystko usłyszał:

– Bo moi rodzice ogłuchli… – Krys niemal szepnął, a potem opowiedział Teo, że nic nie słyszą od rana do wieczora, że nie słyszą jak mówi do nich dobranoc, nie słyszą, jak prosi ich o naleśniki, nie słyszą, jak skarży się, że mu smutno, nie słyszą, jak jeździ koparką czy wozem strażackim i nie słyszą nawet, jak mówi, że bardzo ich kocha…

– A ostatnio ogłuchli też moi dziadkowie. I ciotka. I wujek… – dodał smutno Krys.

Rodzice Krysa siedzieli na placu zabaw na najdalszej ławce. Krys uśmiechnął się smutno w ich kierunku, a wtedy Teo pomyślał i jak pomyślał, to przyszła mu do głowy myśl:

– Chodź, musimy sprawdzić co się stało!

I zanim Krys zdążył pomyśleć, Teo już biegł w kierunku rodziców Krysa, wskoczył na ławkę, a potem prosto do… lewego ucha mamy Krysa! Krys, nie chcąc zostawić nowego kolegi wskoczył mamie do ucha prawego.

A w środku… W środku były fantastyczne tunele, a w tych tunelach latały przeróżne słowa, dźwięki, piosenki. Były słowa roześmiane, ale były i słowa smutne i bardzo zmęczone. Były głośne dźwięki samochodów, ale były bardzo lekkie dźwięki piosenek, do których Teo od razu zaczął tańczyć. A jak zatańczył, to zaczął czegoś szukać. I Krys także zaczął szukać, ale nie wiedział czego Teo szuka. W końcu zapytał:

– Czego szukasz, Teo?

– Szukam twoich słów – powiedział Teo.

– I co?

– I… nie ma ani jednego.

Wtedy Krys zrobił się bardzo smutny, a Teo przecież nie lubi, jak ktoś robi się smutny. Bo kto lubi, jak ktoś robi się smutny?!

– Nie martw się! Będziemy ich szukać! Tak długo, aż znajdziemy!

I Teo z Krysem zaczęli szukać. I szukali i szukali. A najwięcej słów, jakie udało im się znaleźć było o pracy, o tym, że nie masz racji, że krzyczysz, że daj mi spokój, że mam tego dość, że miałeś zrobić zakupy, że miałaś zarobić więcej, że nie mów tak głośno, że nie rób mi tego, a potem jeszcze o okropnym starym samochodzie, okropnym starym domu i znowu o pracy, a potem znowu o pracy. I jeszcze raz o pracy.

Po tych ostatnich słowach zrobiło się już bardzo późno. Krys i Teo byli już bardzo zmęczeni, zwłaszcza, że szukanie słów jest bardzo męczące (bo słowa są bardzo ulotne i trzeba się za nimi nabiegać). Teo wyskoczył z ucha mamy Krysa, bo wołali go rodzice, a Krys także chciał wyskoczyć, ale był tak zmęczony, tak bardzo zmęczony, że…, że postanowił… położyć się na chwilę i… i zdrzemnąć, tylko na chwileczkę, na kilka minut, pół godzinki…

I wtedy stało się coś dziwnego – rodzice Krysa wstali i jak zwykle chcieli wracać do domu, ale nigdzie nie mogli znaleźć syna. Mama Krysa wołała syna, tata Krysa obszedł cały plac zabaw. Szukali, wołali i byli strasznie zdenerwowani, ale Krys jakby zapadł się pod ziemię. Jednak rodzice Krysa postanowili szukać go tak długo, aż znajdą!

– Będziemy go szukać tak długo, aż znajdziemy! Znajdziemy go! – powiedział tata Krysa i szukał jak szalony. I szukali go naprawdę długo, i bardzo się martwili, i strasznie za nim tęsknili. Jednak Krys po prostu zniknął i kiedy w końcu rodzice Krysa poczuli ogromne zmęczenie, mama Krysa powiedziała do taty Krysa:

– Przytul mnie. Ja tak bardzo się o niego martwię. Tak bardzo go kocham.

I tata Krysa przytulił mamę Krysa. A potem mama Krysa położyła się i tata Krysa położył się obok niej. I przytulili się tak, jak już dawno się do siebie nie przytulali i kiedy już z tego zmęczenia i ze smutku mieli zasnąć usłyszeli jak Krys… się śmieje. Usłyszeli jego cichutki śmiech. Krys śmiał się, żartował, krzyczał i śpiewał. A oni… słuchali, słuchali tak mocno, jak chyba jeszcze nigdy.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *