Ciemne niebo nad Spaloną – przyszły Bystrzycki Park Ciemnego Nieba?

Astrofotografowie wiedzą o tym od dawna: Spalona i jej okolice są wciąż bardzo mało zanieczyszczone sztucznym światłem. Dlatego przyjeżdżają tutaj nie tylko w sierpniu, kiedy całe media przypominają sobie o Perseidach, ludzie rozkładają koce i czekają na spadające gwiazdy. Prawdę mówiąc, Perseidy niespecjalnie ich obchodzą. Meteor pojawia się przypadkiem, przecina kadr i równie dobrze może nawet zepsuć zdjęcie naświetlane przez kilka godzin.
Astrofotografowie przyjeżdżają do Spalonej po znacznie dalsze światło. Fotografują galaktyki, których blask wędrował do nas przez miliony lat. Mgławice, gazowe obłoki, gromady galaktyk oraz konstelacje, które ludzkie oko widzi tylko jako kilka jasnych punktów, a aparat czy teleskop potrafią odnaleźć pomiędzy nimi całe światy.
Rozstawiają statywy na łąkach i na tarasie Owcy. Podłączają aparaty, teleskopy, komputery i urządzenia, których nazw Owczy Pasterz nadal nie zapamiętał, choć cierpliwie kiwa głową, jakby wszystko rozumiał.
Potem przez kilka godzin aparat zbiera światło poruszając się niedostrzegalnym ruchem wraz z obrotem ziemi. A oni siedzą w ciemności, piją kawę i pilnują, żeby nikt nagle nie zapalił lampy.
To właśnie oni od kilku lat podpowiadają, szepczą i snują wizję kolejnego parku ciemnego nieba. Takiego jak ten w Górach Izerskich, tylko tutaj, w Spalonej – w Górach Bystrzyckich. Od doliny Bystrzycy Łomnickiej, przez Spaloną i Jagodną, aż po granicę z Czechami.
To mógłby być po prostu Bystrzycki Park Ciemnego Nieba. Albo po prostu Spalone Niebo, co brzmi trochę jak tytuł katastroficznego filmu, ale przecież pasuje do miejscowości, w której absurd od dawna czuje się jak u siebie.