Góry Literatury. Olga Tokarczuk i pisarze, którzy zeszli z półek

Fot. Jacek Halicki / Wikimedia Commons, CC BY-SA 4.0

Napisał: Owczy Pasterz

Są takie dni w roku, kiedy książki przestają leżeć grzecznie na półkach. Zaczynają chodzić po rynku, siadać w zamkach, rozmawiać w teatrach, kawiarniach, bibliotekach i domach kultury. Czasem nawet jadą przez Sudety samochodem, pewnie trochę za szybko, bo pisarz też człowiek i czasem się spóźnia.

Tak właśnie wygląda Festiwal Góry Literatury.

To jedno z najważniejszych wydarzeń literacko-społecznych w Polsce, zainicjowane w 2015 roku przez Olgę Tokarczuk, a mocno związane także z Karolem Maliszewskim — poetą, krytykiem literackim, człowiekiem Nowej Rudy i autorem samej nazwy festiwalu. Czyli, mówiąc po owczemu, nie jest to przypadkowy zlot ludzi z torbami pełnymi książek, tylko porządna literacka konstrukcja, która od lat trzyma się Sudetów mocniej niż niejedna przedwojenna belka.

Festiwal pozostaje pod bardzo wyraźnym znakiem Olgi Tokarczuk — noblistki, pisarki, mieszkanki Dolnego Śląska i osoby, która od lat pokazuje, że literatura nie musi siedzieć wyłącznie w Warszawie, Krakowie ani w klimatyzowanej sali z krzesłami ustawionymi w równe rzędy. Może wyjść w teren. W góry. Do miasteczek. Do ludzi.

I bardzo dobrze, bo książki w Kotlinie Kłodzkiej zachowują się trochę inaczej niż gdzie indziej. Nabierają błota na buty, łapią wiatr od strony Gór Sowich, piją kawę na rynku w Nowej Rudzie, a potem jeszcze jadą do zamku albo do biblioteki, żeby udawać, że wszystko było dokładnie zaplanowane.

Festiwal Góry Literatury 2026 — daty, miejsca i ważna uwaga

W 2026 roku Festiwal Góry Literatury odbywa się od 10 do 18 lipca. Hasło tegorocznej edycji to „Terytoria”, a organizatorzy zapowiadają wydarzenia w 30 lokalizacjach ziemi kłodzkiej, aglomeracji wałbrzyskiej i Kotliny Dzierżoniowskiej.

To ważne: Góry Literatury nie odbywają się w jednym miejscu. Nie przyjeżdżacie „na festiwal” pod jeden adres, tylko trochę ruszacie w drogę. W programie są między innymi Zamek Sarny w Ścinawce Górnej, Nowa Ruda, Dzierżoniów, Ludwikowice Kłodzkie, Radków, Wałbrzych, Polanica-Zdrój, Jedlina-Zdrój i Dzikowiec.

Program warto sprawdzać co roku na stronie organizatorów, bo daty, miejsca i godziny mogą się zmieniać, a literatura — jak wiadomo — lubi się przemieszczać, zwłaszcza kiedy ktoś jej nie przypilnuje.

Olga Tokarczuk i reszta tego literackiego zamieszania

W 2026 roku festiwal otwiera się na Zamku Sarny, a jednym z pierwszych punktów programu jest głośna lektura fragmentów nowej powieści Olgi Tokarczuk w wykonaniu autorki oraz ujawnienie tytułu i projektu okładki. To brzmi trochę jak literacki trailer, tylko bez popcornu, za to z większym ryzykiem, że ktoś po wszystkim zacznie naprawdę czytać książki.

Ale Góry Literatury to nie tylko Olga, choć jej duch — spokojnie, jeszcze żyje, chodzi o ducha organizacyjno-literackiego — unosi się nad tym wszystkim bardzo wyraźnie. Wśród gości i uczestników programu pojawiają się między innymi Michał Rusinek, Mariusz Szczygieł, Agnieszka Holland, Sylwia Chutnik, Edwin Bendyk, Adam Wajrak, Grzegorz Kasdepke, Małgorzata Szejnert, Ewa Woydyłło, Radek Rak, Wit Szostak, Karolina Kuszlewicz, Tomasz Stawiszyński, Joanna Rusinek, Jacek Dukaj, Anne Applebaum, Anna Bikont, Richard Flanagan, Agnieszka Graff czy Katarzyna Kasia.

Są też koncerty i wydarzenia muzyczne, bo po kilku spotkaniach autorskich człowiek musi czasem usłyszeć coś, co nie jest pytaniem z sali. W programie pojawiają się między innymi Hania Rani, Natalia Przybysz, DAGADANA, SUTARI czy Raz Dwa Trzy.

Dlaczego to pasuje do Kotliny?

Bo Kotlina Kłodzka sama jest trochę książką. Tylko taką, którą ktoś pisał po polsku, niemiecku, czesku, czasem po cichu, czasem na murze, czasem na cmentarzu, a czasem w księdze meldunkowej starego pensjonatu.

Tu każde miasteczko ma więcej historii, niż udaje. Nowa Ruda, Radków, Polanica, Wałbrzych, Dzierżoniów, Sarny — to nie są dekoracje do festiwalu. To są miejsca, które same coś mówią, nawet kiedy akurat nikt nie trzyma mikrofonu.

Dlatego Góry Literatury nie są tylko imprezą dla ludzi od książek. Są dobrą wymówką, żeby w lipcu ruszyć po regionie, posłuchać mądrych ludzi, czasem się z nimi nie zgodzić, czasem kupić książkę, której nie planowaliśmy kupić, i wrócić wieczorem z poczuciem, że głowa została trochę przewietrzona.

A głowę, jak wiadomo, trzeba wietrzyć. Zwłaszcza pisarską. Wiem coś o tym.

A co ma do tego Owca?

Owca z widokiem leży w Spalonej, w Górach Bystrzyckich, czyli nie w samym środku festiwalowego gwaru, ale też nie na końcu świata. Rano można zjeść śniadanie z widokiem, potem pojechać na spotkanie do Nowej Rudy, Sarn, Radkowa, Polanicy czy Wałbrzycha, a wieczorem wrócić do ciszy.

To dobry układ: w dzień literatura, ludzie, pytania, podpisywanie książek i sprawdzanie programu; wieczorem taras, herbata, góry i święty spokój.

A jeśli spotkacie w Owcy Owczego Pasterza, możecie go zapytać, czy pisarzowi wypada jeździć na festiwale literackie jako zwykły słuchacz. Odpowie, że wypada. Zwłaszcza jeśli później wraca w góry, patrzy na Kotlinę i udaje, że wszystko to robi wyłącznie dla SEO.

A tak naprawdę robi to dlatego, że literatura w Sudetach ma sens. I dobrze, że raz do roku schodzi z półek, zakłada buty i idzie między ludzi.