Ząbkowice Śląskie – zatrzymajcie się we Frankensteinie w drodze do Owcy

Krzywa Wieża w Ząbkowicach Śląskich widziana od strony rynku
Krzywa Wieża – jeden z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Ząbkowic Śląskich, dawnego Frankensteinu. Fot. M.M. Wroński, Wikimedia Commons, licencja CC BY-SA 4.0.

Jadąc z Wrocławia do Owcy z widokiem, łatwo potraktować Ząbkowice Śląskie jako kolejne miasto mijane przy krajowej ósemce. A szkoda, bo wystarczy zjechać do centrum, żeby znaleźć się w miejscu z krzywą wieżą, baśniowym ratuszem, ruinami książęcego zamku i nazwą, której właściwie nie trzeba nikomu przedstawiać.

Bo Ząbkowice Śląskie przez setki lat nazywały się Frankenstein.

Miasto, które było Frankensteinem przed Frankensteinem

Pierwsza znana wzmianka o mieście określanym jako civitas Frankenstein pochodzi z 1287 roku, a więc powstała ponad pięć stuleci przed ukazaniem się powieści Mary Shelley. Pochodzenie nazwy nie jest całkowicie jednoznaczne; jedna z przytaczanych wersji mówi, że utworzono ją z fragmentów nazw dwóch wcześniejszych osad: Frankenbergu i Löwensteinu. Jedno jest jednak pewne — nie potwór nadał nazwę miastu. To raczej nazwa miasta mogła kiedyś trafić do opowieści o potworze.

Dziś Ząbkowice wyglądają spokojnie. W rynku stoją kolorowe kamienice, nad nimi wyrasta strzelisty, neogotycki ratusz, a kilka ulic dalej czeka Krzywa Wieża, której odchylenie od pionu przekracza dwa metry. Można wejść na jej szczyt i spojrzeć na miasto z góry, próbując jednocześnie nie zastanawiać się zbyt długo nad tym, dlaczego cała budowla wciąż stoi.

Afera grabarzy z Frankensteinu

Najmroczniejsza ząbkowicka historia wydarzyła się w 1606 roku, kiedy miasto nawiedziła epidemia. W atmosferze strachu i poszukiwania winnych oskarżono grupę miejscowych grabarzy o profanowanie zwłok oraz przygotowywanie z ciał zmarłych trującego proszku, którym mieli smarować klamki, kołatki i progi domów.

Oskarżeni przyznali się do makabrycznych czynów podczas przesłuchań połączonych z torturami, dlatego dzisiaj nie sposób ustalić, ile było w tych zeznaniach prawdy, a ile tego, czego oczekiwali prowadzący śledztwo. Proces zakończył się okrutnymi egzekucjami, lecz opowieść o grabarzach z Frankensteinu zaczęła żyć własnym życiem i była powtarzana daleko poza granicami miasta.

Była to właściwie gotycka historia na długo przed narodzinami powieści gotyckiej: zaraza, rozkopywane groby, ludzkie szczątki, podejrzane eksperymenty, strach i zbiorowe poszukiwanie potwora.

Czy Mary Shelley znała historię Ząbkowic?

Latem 1816 roku Mary Shelley przebywała nad Jeziorem Genewskim razem z grupą młodych poetów i pisarzy, wśród których byli Percy Shelley i lord Byron. Pogoda była wyjątkowo chłodna i deszczowa, dlatego uczestnicy spotkania spędzali wieczory, czytając historie o duchach. W końcu postanowili, że każde z nich napisze własną opowieść grozy.

Mary zobaczyła podobno w półśnie młodego uczonego klęczącego przy stworzonej przez siebie istocie. Z tego obrazu narodziła się historia Wiktora Frankensteina, który odkrywa sposób przywracania życia martwemu ciału, lecz przerażony własnym dziełem natychmiast je porzuca. Powieść „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz” ukazała się anonimowo w 1818 roku.

Czy nazwę i część pomysłów Mary Shelley zaczerpnęła z historii śląskiego Frankensteinu? Tego nie wiemy. Istnieje taka hipoteza, analizowana również przez badaczy literatury, ale nie ma dowodu, że pisarka znała opowieść o ząbkowickich grabarzach. Jako możliwe źródło inspiracji wskazuje się także niemiecki zamek Frankenstein i związanego z nim alchemika Konrada Dippela. Najuczciwiej więc powiedzieć, że jeden z tropów prowadzi do Ząbkowic, choć nie da się rozstrzygnąć, czy właśnie tutaj zaczęła się historia najsłynniejszego potwora świata.

Frankenstein nie był potworem

Warto przy okazji wyjaśnić jedno z najczęstszych nieporozumień: Frankenstein to nazwisko naukowca, Wiktora Frankensteina. Stworzona przez niego istota nie otrzymuje w książce imienia.

Nie jest też bezmyślnym, ciężko stąpającym monstrum. Uczy się mówić i czytać, obserwuje ludzi, pragnie bliskości, a dopiero odrzucenie, samotność i nienawiść zmieniają ją w zabójcę. Powieść Mary Shelley jest więc nie tylko opowieścią o niebezpiecznych eksperymentach, ale przede wszystkim historią o odpowiedzialności twórcy za własne dzieło oraz o tym, jak łatwo człowiek sam może stworzyć potwora, którego później zacznie się bać.

Pierwsza filmowa wersja „Frankensteina” powstała już w 1910 roku. Kolejne ekranizacje stopniowo zmieniały literacką postać w ikonę kina grozy: wielkiego, pozszywanego z fragmentów ciał olbrzyma, ożywianego błyskawicą w laboratorium pełnym przewodów i elektrycznych maszyn. Filmowy wizerunek stał się tak silny, że dla wielu osób całkowicie przesłonił delikatniejszą i bardziej tragiczną historię opisaną przez Mary Shelley.

Co zobaczyć w Ząbkowicach Śląskich?

Najważniejszym punktem jest oczywiście Krzywa Wieża, ale warto również przejść się po rynku, zobaczyć neogotycki ratusz i zajrzeć do ruin dawnego zamku. W Dworze Kauffunga, najstarszym zachowanym budynku mieszkalnym w mieście, mieści się Izba Pamiątek Regionalnych oraz przygotowane dla turystów Laboratorium Frankensteina. Można również wyruszyć miejskim szlakiem śladami dawnego Frankensteinu.

Na krótki spacer po rynku, wejście na wieżę i obejrzenie zamku dobrze przeznaczyć około półtorej godziny. Jeżeli chcecie odwiedzić także muzeum i Laboratorium Frankensteina, warto zatrzymać się na dwie lub trzy godziny. Przed przyjazdem najlepiej sprawdzić aktualne godziny zwiedzania poszczególnych obiektów.

Ząbkowice są jednym z tych miejsc, w których nie trzeba wybierać pomiędzy prawdziwą historią a legendą. Obie od dawna chodzą tu tymi samymi ulicami.

A później można wrócić do samochodu i ruszyć dalej w stronę Kotliny Kłodzkiej. Frankenstein zostaje za plecami, góry pojawiają się przed wami, a gdzieś wysoko nad doliną czeka już Owca z widokiem.