Kronika mostu, którego nie ma

1390
Budujemy przed Glatz, dzisiejszym Kłodzkiem, kamienny most.
Stawiamy go w okolicach dzisiejszego Jurandowa i jeszcze w tym samym roku możemy przez niego przechodzić. Z czasem zaczynamy nazywać go mostem szpitalnym albo franciszkańskim.
Na razie jesteśmy z niego dumni.
Nysa płynie pod nami.
15 sierpnia 1464
Przychodzi wielka woda.
Tracimy cały most.
Budujemy następny.
1528
Nysa znowu przybiera.
Znowu tracimy most.
Tym razem nie budujemy od razu następnego kamiennego. Przerzucamy przez rzekę kładkę. Nazywamy ją kładką chorych.
Może uznajemy, że drewna będzie mniej żal.
1574
Cesarz Maksymilian II Habsburg każe nam zbudować porządny most.
Starosta Hans von Pubschütz ciężko wzdycha i rozpoczyna budowę kamiennej konstrukcji z dwoma filarami.
Kamień. Filary. Solidna robota.
Tym razem powinien wytrzymać.
20 sierpnia 1578
Nie wytrzymuje.
Wielka woda zabiera nam most.
Budujemy następny.
1598
Nysa zabiera go ponownie.
Nie wiemy, czy jesteśmy już źli na rzekę, czy po prostu przywykliśmy.
Odbudowujemy.
15 czerwca 1696
Woda zabiera część mostu.
Reszta zostaje.
Na razie.
czerwiec 1736
Tym razem tracimy wszystko.
Most przestaje istnieć.
Ale tędy prowadzi jedna z głównych dróg z Glatz na Śląsk, więc bez mostu żyć się nie da.
Zaczynamy od początku.
1738
W Zielone Świątki ruszamy z budową.
Nowy kamienny most stawia dla nas kłodzki mistrz murarski Franke.
Patrzymy, jak rośnie.
Może tym razem.
1739
Most stoi.
Ustawiamy na nim dwie kamienne figury: świętego Tadeusza i świętego Jana Nepomucena.
Zwłaszcza wybór tego drugiego wydaje nam się rozsądny. Jan Nepomucen kojarzony jest przecież z mostami, przeprawami i ochroną przed wodą.
Stawiamy go więc nad Nysą.
Niech pilnuje.
20 grudnia 1740
Nie upilnował.
Nysa przybiera, zrywa połowę środkowego filaru i zabiera nam świętego Jana.
Kamienna figura wpada do rzeki.
Most jest uszkodzony.
Świętego nie ma.
1743
Naprawiamy most.
Znowu możemy przez niego przechodzić.
Świętego nadal nie ma.
Nysa nadal płynie.
1777
Po trzydziestu siedmiu latach znajdujemy Jana Nepomucena.
Jest cały. Woda go tylko oszlifowała, co po trzydziestu siedmiu latach spędzonych w Nysie Kłodzkiej uważamy za wynik całkiem przyzwoity.
Figurę kupuje kłodzki handlarz winem Anton Karger i stawia ją przed swoim folwarkiem.
Na most świętego już nie stawiamy.
Być może uznajemy, że swoje zrobił.
22 czerwca 1783
Bardzo pada.
Wody przybywa.
Patrzymy, jak Nysa podnosi się coraz wyżej i uderza w most, który stoi tutaj od niespełna pół wieku, choć oczywiście zdążyliśmy już go naprawiać.
Przez most przechodzą trzy kobiety z majątku wolnosędziowskiego w Melling, dzisiejszym Mielniku. Wracają z pielgrzymki z Warthy, którą kiedyś będziemy nazywać Bardem.
Most zaczyna się walić.
Kobiety wpadają do rzeki.
Nie potrafimy ich uratować.
Woda zabiera je ze sobą.
Później znajdujemy ich ciała koło Ławicy.
22 czerwca 1783, chwilę wcześniej
Przez ten sam most przejeżdża powóz.
Siedzi w nim owdowiała generałowa von Rosen ze Scheibe, dzisiejszej Skiby.
Powóz zjeżdża z mostu.
Kilka chwil później konstrukcja wali się, niemal tuż za jego kołami.
Generałowa wyskakuje z powozu.
Patrzy na rzekę, na miejsce, przez które przed chwilą przejechała, i pada na kolana.
Dziękuje Bogu za życie.
Trzy kobiety z Melling są w tym czasie gdzieś w wodzie.
1783
Tym razem już nie odbudowujemy mostu.
Po prawie czterystu latach przestajemy próbować wygrać z Nysą w tym miejscu.
Budujemy gdzie indziej.
1807
Rozbieramy ostatnie pozostałości murów.
Droga na Śląsk prowadzi już przez inny most.
Z naszego zostaje coraz mniej. Kamienie znikają. Ślady zarastają. Znikają również ludzie, którzy pamiętają kobiety z Melling, generałową klęczącą nad rzeką albo świętego Jana wyciągniętego z wody po trzydziestu siedmiu latach.
Zostają tylko nieliczne zapisy.
I oczywiście Nysa Kłodzka. Która niewzruszenie płynie dalej. W kierunku Barda. Nysy. Odry.