Trail running Jak to naprawdę wygląda (i dlaczego to nie jest zwykłe bieganie)
Napisał: Owczy Pasterz
Na pierwszy rzut oka wygląda to prosto: zamiast asfaltu – góry. Ale to trochę tak, jakby powiedzieć, że żeglowanie to „chodzenie po wodzie”. Bieganie górskie to inny świat. Inne zasady. Inne ciało.
Czym bieganie górskie różni się od „zwykłego”?
Po pierwsze – tempo przestaje mieć znaczenie. Biegając po asfalcie biegaczka/biegacz liczy minuty na kilometr. W górach to nie ma sensu. Dlaczego? Ponieważ pod górę często się idzie. Po płaskim się biegnie (czasem niespiesznie, czasem w dobrym tempie, bo każdy chce kiedyś nadrobić). A z góry się… walczy o życie (albo przynajmniej o kolana). Tu liczy się czas całości, a nie tempo chwilowe. I to jest naprawdę duża różnica.
Po drugie – teren pracuje razem z Tobą (albo przeciwko Tobie). Korzenie, kamienie, błoto, śnieg, lód, liście. Każdy krok jest trochę inny. I często na każdy krok trzeba uważać. Bardziej niż może się wydawać. To nie jest po prostu bieganie „do przodu”. To jest bieganie z „reakcją” na otaczające pułapki, na niespodziewane zdarzenia (bo ścieżka wydawała się prosta, a ty jednak lecisz na twarz z niewiadomego powodu…), na zaskoczenie, że to kosztuje tyle sił!
Po trzecie – wysiłek jest bardziej „całościowy”. Na asfalcie pracują głównie nogi. W górach pracuje całe ciało. Pracują ręce (dla balansu). I o wiele bardziej niż na równinach pracuje głowa (podejmując setki szybkich decyzji na minutę). Tu także ważna jest cierpliwość. Oraz determinacja większa niż przy zwykłym bieganiu.
Po czwarte – zbiegi są trudniejsze niż podbiegi. To jest moment, który zaskakuje wszystkich początkujących. Pod górę boli, ale jest przewidywalnie. Natomiast biegnąc z góry trzeba kontrolować prędkość by nie zlecieć w dół jak kamień. Trzeba uważać niemal (dosłownie) na każdy krok (by nie zlecieć w dół jak kamień). No i biegnąc z góry trzeba wykazać się odwagą i rozsądkiem (by nie zlecieć w dół jak…). Biegi w górach to przede wszystkim technika, nie tylko siła.
Jak zacząć bieganie w górach?
Tu najczęściej ludzie robią błąd: chcą od razu biegać. A to naprawdę nie jest mądre. Ani najważniejsze. Aby zacząć biegać po górach na początku… nie trzeba biegać. Czyli jak zacząć? Zacznij od marszobiegu:
- Na podejściach przejdź w szybki marsz.
- Podczas łatwych odcinków zastosuj lekki bieg.
- Na trudnych fragmentach zrób to na spokojnie, bez ambicji; lepiej iść, a nawet się zatrzymać, by ocenić sytuację.
Góry i tak Cię „ustawią”. Serio, serio. Wybierz łatwą trasę. To naprawdę dobra rada! Na początek dobra będzie leśna droga (tam i tak są dziury, kałuże i ukryte nierówności). Nie wbiegaj od razu ostro pod górę (lub w dół), tylko zastosuj „łagodne nachylenie”. I odpuść sobie miejsca usiane kamieniami i głazami. To kusi, ale kamienie nie uciekną. Wszystko w swoim czasie. W okolicach Spalonej takich tras jest sporo i to jest ogromny plus tych dość w sumie łagodnych Gór Bystrzyckich.
Nie patrz na tempo – patrz na czas. Pierwsze treningi powinny trwać około 30 do 60 minut. Nie ma też sensu patrzeć na dystans – bez presji! I jeśli ktoś cię przegoni (w terenie bądź na wiralowej rolce) nie porównuj się. Nie wiesz ile ten ktoś biega, jakie ma doświadczenie. I przede wszystkim – co Cię to obchodzi! Biegasz dla siebie!
Sprzęt – co jest naprawdę ważne?
Nie potrzebujesz wszystkiego z katalogu. Ale kilka rzeczy robi różnicę:
- Buty trailowe zapewnią dobrą przyczepność, stabilność i ochronę stopy. A to absolutna podstawa!
- Ubiór warstwowy jest najlepszy w górach, bo pogoda w górach potrafi zmienić się bardzo szybko. Wiatr w Górach Bystrzyckich czy Orlickich to naprawdę jest WIATR.
- Mały plecak / pas biegowy – dobrze mieć gdzie schować wodę i coś do jedzenia, a także telefon i powerbank.
Najczęstsze błędy
- Za szybko na początku – efekt: brak sił po 15 minutach.
- Ignorowanie podejść (próba biegania wszystkiego) – efekt: szybkie „odcięcie prądu”.
- Brak uwagi na zbiegu – efekt: potknięcia, kontuzje, strach.
- Złe buty (asfaltowe) – efekt: ślizganie się, brak kontroli.
Dlaczego ludzie w to wchodzą?
Bo bieganie górskie to nie jest tylko trening. To jest cisza, której nie ma w mieście. To zmęczenie, które w połączeniu z otaczającą naturą daje inne spojrzenie na siebie. No i ta przestrzeń, która robi porządek w głowie. To przede wszystkim wolność. Można biec, gdzie się chce. Na swoim własnym wymyślonym dystansie. I w pewnym momencie przestaje chodzić o bieganie. A zaczyna chodzić o coś unikatowego, magicznego. Pięknego.
Bieganie górskie w Spalonej
Góry Bystrzyckie są idealne na początek. To góry, które nie są za wysokie, nie są za brutalne. W Spalonej warto zacząć bieganie. Warto zgubić tempo. A jak już się człowiek nabiega warto wrócić do Owcy na śniadanie (późne), na weekendowy obiad i gofra. I do ciszy, która po długim prysznicu staje się prawdziwą medytacją dla zmysłów.
Hashtagi: #bieganiegórskie #trailrunning #Sudety #Spalona #KotlinaKłodzka #OwcaZWidokiem #biegacz #aktywnywypoczynek #singletrack #góry #jakzacząć