Noc w Spalonej

W lesie krzyczą stworzenia, które nie mają w sobie nic z bajki.
Czasem coś zawyje, czasem z głębi lasu odezwie się przerażający płacz małego dziecka, które brzmi jak niemowlak.
Tak, wtedy przechodzą nas ciarki — choć wiemy, że to tylko małe lisy.
Czasem też coś zaszura, stuknie lub głucho uderzy.
Albo zza uchylonego okna dotrze do nas dźwięk kroków.
Wtedy wyobraźnia podpowiada obraz kogoś, kto idzie przez ściółkę tak powoli, jakby liczył każdy liść.

W innych miejscach nazwaliby to horrorem.
Tu mówimy, że to zwykła, ciemna, głucha noc.

Jeśli ktoś Wam powie, że nocą w Spalonej nic nie widać (prócz jednej lampy na rozstaju dróg, jednej wieży nadawczej i jednej Owcy z widokiem) — musicie mu uwierzyć.
Bo tu, w Górach Bystrzyckich, naprawdę nie widać nic.
Ciemność jest gęsta jak sen po dobrym winie, jak pokój, w którym nagle zgasło światło, jak miejsce bez blasku miasta za horyzontem.

Wiemy, co to zanieczyszczenie światłem — i wiemy, że jesteśmy od niego wolni.
W Spalonej gwiazdy zdają się być tak blisko, że czasem mamy ochotę zdmuchnąć je jak świeczki.

Na wysokości 765 metrów nad poziomem morza powietrze jest czyste i gęste od leśnych zapachów.
Nie ma tu dymu z kominów, pyłu z fabryk ani tych śliskich, miejskich wydechów, które przyklejają się do skóry.
U nas wszystko pachnie. Mamy czasem wrażenie, że żyjemy w środku wielkiego odświeżacza powietrza. Być może to tu wielkie koncerny nabierają zapachów do swoich odświeżaczy? Kto wie… 🙂

I, jeśli dobrze się wsłuchać, nie ma tu też zanieczyszczenia złymi myślami.
Bo takie miejsce jak nasze – odległe od centrów pośpiechu, dramatów i nierozwiązanych kryzysowych sytuacji – to po prostu spa dla umysłu.

To miejsce ucieczki dla tych, którzy próbują się zatrzymać.
Za wszelką cenę — choć u nas nie muszą się starać.
To tutaj pisarze i pisarki kończą swoje książki albo właśnie je zaczynają.
To u nas malarki i malarze szukają inspiracji, kolorów i spokoju.
To w końcu tutaj fotografowie czekają na złotą godzinę, na bezchmurne nocne niebo, na zachody i wschody słońca.

Bo to właśnie tutaj, na Przełęczy Spalona, słońce wschodzi zawsze pierwsze — i zachodzi najpóźniej, jak się da.
I to tutaj bezsenność znika, choć wydawało się to zupełnie niemożliwe.

Dla tych, co szukają sensu, prawdziwej samotności i w końcu siebie (choć brzmi to może zbyt pompatycznie), to właśnie Spalona jest miejscem najwłaściwszym.

I tylko nie mówcie o tym zbyt wielu osobom.
Nie krzyczcie i nie szeptajcie.
Po prostu przyjedźcie i zostańcie na kilka dni.
A jeśli nie macie czasu, przeczytajcie ten tekst kilka razy i zamknijcie oczy.